Smutny los węgorza

O tym jak Japończycy radzą sobie z upałem

8/21/2021

   Pewnego dnia w lokalnym supermarkecie pojawiła się spora wystawka. To, że była zlokalizowana w dziale rybnym trochę mnie zdziwiło, jednak postanowiłem tam zajrzeć. Okazało się że cała jest poświęcona węgorzom. Większe oraz mniejsze kawałki ryby były prezentowane obok gotowych zestawów bento. Cóż, okazuje że Japończycy wieżą iż unagi (鰻, węgorz słodkowodny) jest idealnym daniem na gorące dni, uzupełniającym stracone siły. Przeczytawszy o tym pierwszy raz pomyślałem że to bujda. Jednak po dokładniejszym zbadaniu sprawy, okazuje się że ma to wiele sensu. Mięso węgorza zawiera bowiem wiele witamin i minerałów, które przecież bardzo szybko się traci podczas upalnych dni. I wszystko było by dobrze gdyby nie to, że jedzenie tego przysmaku może wiązać się z problemami... natury moralnej.
   Populacja węgorza słodkowodnego z roku na rok maleje. Trend ten utrzymuje się od tak dawna, iż węgorz japoński znalazł się na liście gatunków zagrożonych wyginięciem! Póki co sprzedaż nie ustaje, i choć cena tej ryby poszła mocno w górę, pojawia się pytanie czy w ogóle w takim razie powinienem znaleźć ten gatunek w sprzedaży? Rząd Japonii usiłuje walczyć z tym problemem poprzez zezwalanie na połów jedynie licencjonowanym rybakom, oraz ograniczając połów jedynie do młodych osobników. Jednak jeśli spojrzeć na to, iż Japonia spożywa dwie trzecie wszystkich węgorzy na świecie, można odnieść wrażenie że ograniczenia te nie mają dużego skutku... Węgorza słodkowodnego czasami próbuje się zastąpić z mniejszym lub większym sukcesem anago (穴子) - czyli węgorzem słonowodnym.

Patrząc na to zdjęcie robię się głodny. Zdjęcie udostępnione przez Unsplash

Węgorz wygląda naprawdę smakowicie. Tym razem zdjęcie nie mojego autorstwa ;)

   Węgorz nie jest jedynym jedzeniem mającym pomóc w ciepłe dni. Innym popularnym (i zdecydowanie bardziej przyjaznym środowisku) posiłkiem jest somen (素麺, そうめん). To nic innego jak cienki zimny makaron pszeniczny, podawany ze schłodzonym sosem. A jeśli już przy makaronie jesteśmy... postanowiłem sprawdzić również nie-japońskie restauracyjki, gdyż niektóre z nich również oferują swoje sposoby na ochłodę. Mam szczęście mieszkać w pobliżu wielu niewielkich knajpek. Jedna z nich - restauracja wietnamska, oferuje np.: zimną wariację zupy pho! Działa na ciepło równie dobrze jak somen :)

Jako można się spodziewać, w upały, jak w Polsce, tak i w Japonii lody cieszą się dużą popularnością. W większości lody te są dokładnie takie same jak u nas, jednak od czasu do czasu można natknąć się na pewne ciekawostki. Jedną z nich jest kakigori (かき氷). To nic innego jak tarty lód polany sokiem/syropem/mlekiem kondensowanym, często z dodatkiem owoców. W wielu sklepach można się natknąć na maszynę do tarcia lodu, tak więc przyrządzenie kakigori samemu jest niezwykle proste. Oczywiście tego typu deser może nie koniecznie przypaść do gustu smakoszom gdyż smakuje... cóż... jak kawałek lodu polany sokiem ;) Nie mniej, skutecznie ochładza!
   Inną popularną przekąską w ciepłe dni jest schłodzony arbuz. Sam wiele razy próbowałem, i jak dotąd to chyba było najlepsze jedzenie, pomagające w upały. Nie dość że dobrze nawadnia i ochładza, to jeszcze świetnie smakuje! Jednak ani razu nie zdarzyło mi się kupić całego arbuza. Czy to dla tego że nie zjadłbym całego? Oczywiście że bym zjadł, nie ma co się oszukiwać. Bardziej chodzi o... cenę. Arbuzy (podobnie jak wiele owoców) są bardzo drogie. Za kawałek owocu, zazwyczaj płaciłem około 400 円 ( japończyczy używają 円, zamiast stosowanego w innych krajach ¥), co w przeliczeniu na złotówki daje około 14 złotych. Za cały owoc można zapłacić od 1000 円 do nawet 4000 円 (czyli ponad 100 zł!!!). Całe szczęście, inne rodzaje jedzenia są tutaj dużo tańsze...

   Ale żeby nie pisać tylko o jedzeniu... Japończycy stosują również inne metody mające pomóc przetrwać ciepłe dni. Jednym z nich jest zwyczaj polewania ziemi/chodnika wodą. Spotkałem się z tym tylko w jednym miejscu - przy pobliskiej japońskiej rezydencji. Raczej nie widywałem takiego zachowania w pobliżu bloków/domów wielorodzinnych, tak więc przynajmniej w mojej okolicy wydaje się to zwyczaj wymierający (lub, co jest równie prawdopodobne, nie miałem okazji tego zaobserwować bo siedziałem w pracy). Polewanie chodnika wodą ma służyć ochłodzeniu powierzchni, oraz związać kurz. Co do tego drugiego jestem pewien że ta metoda działa. Jednak co do pierwszego... nie jestem pewien na ile to jest pomocne. Szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę i tak już wysoką wilgotność powietrza. Jednak, jak wiadomo: Co kraj to obyczaj!