white airplane flying in the sky during daytime

Czy istnieje odwrotny szok kulturowy?

Do Polski i z powrotem

11/23/2022

   Niedawno miałem okazję odwiedzić Polskę - pierwszy raz po ponad półtorej roku. Naturalnym jest to że przez ten czas zdążyłem już się przyzwyczaić do mieszkania w Japonii, i w związku z tym zacząłem się zastanawiać. Czy po powrocie czeka mnie podobny szok, jaki przeżyłem przylatując po raz pierwszy do Japonii? Dzisiaj postaram się odpowiedzieć na to pytanie na przykładzie mojej podróży.

   Jak wszyscy tego doświadczyliśmy, pandemia zmieniła wiele aspektów naszego życia. Poczynając od spraw takich prostych jak wyjście do sklepu aż do rzeczy bardziej skomplikowanych jak handel międzynarodowy. Tak jak na początku zarazy nie mogłem mieć pojęcia o tym że wyląduję w Azji, tak już będąc tutaj nie miałem żadnych informacji na temat tego kiedy przepisy sterujące wjazdem i wyjazdem do i z Japonii w końcu powrócą do normy. Gdy pierwszy raz usłyszałem o ułatwieniu przepisów wjazdowych byłem pełen nadziei. Jednak ciągłe zmiany i opóźnianie otwarcia granic skutecznie nauczyły mnie pesymistycznego podejścia do tego tematu. I właśnie przez to, kiedy w końcu ogłoszono że loty są jak najbardziej możliwe, miałem wątpliwości. Sądziłem że decyzja, zostanie odwołana w ostatnim momencie. Z dużym zdziwieniem przyjąłem to że jednak rozluźnienie przepisów stało się faktem. Mimo wszystko, miałem trochę stresu. Obawiałem się że sytuacja może się zmienić jak już będę w Polsce - rząd Japonii zastrzegł że w razie nagłej zmiany ilości zarażeń, taka decyzja może zostać podjęta. Ostatecznie wszystko się udało, i co więcej, podczas mojego pobytu w Polsce zniesiono nawet obowiązek wykonywania testów na obecność koronawirusa!

   Przeloty samolotami odbyły się bez dużych problemów. W trakcie wylotu, po za mną w samolocie było niewielu (może dwóch lub trzech) obcokrajowców. Jednak nie ma co się dziwić, przez ostatnie lata mało który obcokrajowiec mógł do Japonii wlecieć, a wiele osób, podobnie jak ja na początku jeszcze na tym etapie była niepewna przepisów. Więc większość osób wylatujących było Japończykami lecącymi na wakacje. Jakby się tak zastanowić, ja w sumie również leciałem na wakacje. Przecież musiałem skorzystać z urlopu. To trochę dziwne uczucie - lecieć na wakacje do swojego własnego kraju... Loty w obie strony niestety nie były bezpośrednie. Przez wysokie ceny paliw, wojnę w Ukrainie oraz wycofanie części przelotów ze względu na pandemię - bilet z Warszawy do Narity był absurdalnie drogi. Na szczęście istnieją w miarę sensowne połączenia przesiadkowe - ja leciałem przez Katar. Największym minusem takiego połączenia jest oczywiście znacznie dłuższy czas przelotu oraz często bardzo długi czas oczekiwania na lotnisku. Chciałbym powiedzieć że była to moja pierwsza wizyta w Katarze, jednak jak rozumiecie, parę godzin spędzonych na lotnisku ciężko jest nazwać odwiedzeniem kraju :) Mimo to, parę słów na temat samego lotniska w Doha mogę napisać. Miałem wrażenie że jest jednocześnie niesamowite przez swój rozmach, jak i jest nieco odpychające - właśnie przez to że rozmachowi towarzyszy przepych. Co więcej, będąc tam od razu zatęskniłem za Japońskim porządkiem i zamiłowaniem do czystości... Lotnisko nocą było dość spokojne, jednak około godziny szóstej - siódmej rano, staje się niesamowicie zatłoczone. Bardzo to kontrastowało z lotniskiem w Naricie, które w zasadzie, w czasie kiedy wylatywałem świeciło pustkami! Po odczekaniu, wsiadłem w drugi samolot, tym razem już do Polski. W tym momencie powinienem jeszcze skomentować jedną rzecz dotyczącą moich przelotów. Jeśli kiedyś w życiu lataliście samolotami, to na pewno wiecie że nie jest to najwygodniejszy środek transportu. Miejsca jest niewiele, i nie ważne jak by się ułożyć w fotelu, nigdy nie będzie na tyle wygodny aby spokojnie zasnąć. A przynajmniej ja mam takie odczucia, nigdy nie byłem w stanie spać w samolocie. Jednak linie którymi leciałem zapulsowały u mnie tym że obsługa była na naprawdę wysokim poziomie, a tablet w fotelu posiadał sporą kolekcję najnowszych filmów - więc skoro nie mogłem spać to przynajmniej nadrobiłem filmowe zaległości...

   Kiedy nadszedł czas na lądowanie troszkę się zdziwiłem. Wyglądając przez okno nie byłem w stanie dostrzec zbyt wielu budynków. Ot, jakieś małe domki. Zacząłem się zastanawiać - czy Warszawa zawsze tak wyglądała? Niestety, w porównaniu do takiej monstrualnej metropolii jaką jest Tokio, nasza stolica wygląda jak niepozorne miasteczko (lub nawet wieś). Miałem nadzieję że to odczucie zmieni się gdy już opuszczę lotnisko i obejrzę miasto przez szybę samochodu. Jednak to nie nastąpiło. To dziwne uczucie miniaturyzacji miast towarzyszyło mi przez większość pobytu w Polsce. Pomyślałem wtedy, że odwiedziny dobrze się zaczynają, jeśli sam widok miasta budzi u mnie takie dziwne odczucie. Na szczęście ustąpiło kiedy już dojechałem do domu. Dlaczego? Nie jestem pewien, ale chyba po prostu chodzi o moje oczekiwania. Skoro kiedyś uważałem Warszawę za jedno z największych miast w Polsce - zacząłem je przyrównywać automatycznie z dużymi miastami Japonii, gdzie wypadła słabo. Natomiast moje rodzinne miasto zawsze zajmowało w mojej pamięci raczej kategorię niewielkiego (chociaż aż tak małe w skali Polski nie jest), tak więc nie próbowałem podświadomie porównywać go do czegoś większego. I w zasadzie to właśnie nasze oczekiwania w dużej mierze kształtują to czym nazywamy szokiem kulturowym. Lecąc do obcego kraju może i spodziewamy się inności, jednak rzeczywistość zawsze będzie porównana z naszymi podświadomymi schematami oraz uprzedzeniami i stereotypami. Bardzo dobrym przykładem jest... transport publiczny. Każdy mógłby się spodziewać że po doświadczeniu słynnej Japońskiej punktualności będę miał problem z tym jak to u nas funkcjonuje. A prawda jest taka że oczekując na pociąg w Polsce nawet nie byłem zdziwiony tym że się spóźnił piętnaście minut. Ja po prostu tego oczekiwałem. Byłbym dużo bardziej zdziwiony gdyby przyjechał punktualnie (lub odwrotnie, gdybym musiał tyle czekać na pociąg w Japonii). 

   Cieszę się że w końcu mogłem odwiedzić dom i przynajmniej część znajomych mi miejsc. Bardzo miłe było również to że w końcu, po tak długim czasie byłem w otoczeniu w którym wszystko rozumiem, każdy napis mogę przeczytać, z każdym porozmawiać bez zbędnego wysiłku. I jest to podejrzewam że jeden z najtrudniejszych czynników mieszkania za granicą - mimowolnie, każdego dnia muszę wkładać nieco więcej pracy w nawet najprostsze czynności jak choćby zakupy. Z jednej strony, można odczuwać pewną ekscytację tym, że próbujemy czegoś nowego - jednak z drugiej, fajnie jest też mieć sto procent pewności co kupujemy czy zamawiamy. To jest kolejny ważny aspekt szoku kulturowego: znane kontra nieznane. Wracając do Polski, raczej nastawiałem się na znane mi smaki i potrawy, i raczej ciężko by było aby coś mnie mocno zaskoczyło. Dokładnie tak samo działa to z podróżą - będąc w Polsce raczej wiem czego mogę się spodziewać, i nawet jeśli zdarzy się coś nie do końca przewidzianego - będę wiedział jakie zachowanie w danej sytuacji będzie odpowiednie. Będąc za granicą - nie do końca zawsze jesteśmy wszystkiego pewni.
Odpowiadając w takim razie na pytanie - czy istnieje odwrotny szok kulturowy? Na pewno można czegoś takiego doświadczyć, jednak w moim przypadku w zasadzie go nie odczułem. Było parę spraw do których musiałem się przyzwyczaić ale ciężko to nazwać tak naprawdę szokiem. Być może jeśli spędziłbym w Japonii pięć lub dziesięć lat bez powrotu do Polski wtedy mógłbym mówić o prawdziwym szoku. Jednak teraz, jestem przekonany że osoby będące za granicą rok lub dwa - nie doświadczają go. Raczej można mówić po tym czasie o szoku klimatycznym. Mieszkając przez długi czas w kraju w którym temperatury są wyższe niż w Polsce, inaczej interpretowałem pogodę. Dwadzieścia pięć stopni było dla mnie rześką temperaturą. Plus - niestety - odczuwałem inną jakość powietrza. Nigdy nie chciałem w to uwierzyć jednak... powietrze w Polsce, w dużych miastach jest ciężkie. To nie bujdy. Może i w Japonii dbam o swoje zdrowie i kondycję, jednak w Polsce zdecydowanie szybciej się męczyłem. Może wynikało to po części z Jet Lagu, jednak nie jestem o tym do końca przekonany. Stąd moja w zasadzie jedyna porada dla innych osób, których może czekać podróż pomiędzy różnymi klimatami - nie szalejcie przez pierwsze parę dni. Umysł może szybko się przestawia z jednej kultury na drugą, jednak ciało do aklimatyzacji potrzebuje znacznie więcej czasu...

   Pod koniec pobytu w Polsce, wsiadałem w samolot z dużo spokojniejszą głową. Połączenia lotnicze są otwarte, obostrzenia zniesione - dużo łatwiej było mi ponownie wylecieć wiedząc że w razie czego mogę najzwyczajniej w świecie przylecieć z powrotem.