Kiomizu-dera

Weekend w Kyoto cz.2

Zwiedzania ciąg dalszy

4/17/2022

Czas kontynuować moją opowieść o Kyoto. Jak ostatnio opisałem - znajdowałem się na Ścieżce Filozofów, wśród tłumów ludzi którzy przyszli aby obejrzeć kwitnące wiśnie. Z minuty na minutę chęć odwrócenia się i wyruszenia w innym kierunku tylko rosła. Z drugiej strony, to była najszybsza trasa za pomocą której mogłem dostać się do kolejnego malowniczego zabytku jakim jest Higashima Jisho-ji, zwanej też inaczej srebrną świątynią (Ginkaku-ji). Na wizytę w tym miejscu zdecydowałem się z trochę nietypowego powodu...

Dzień wcześniej, przeglądając mapę Kyoto zauważyłem że ponad dwa lata temu umieściłem w tym miejscu pinezkę. Dlaczego? Cóż, zanim wybuchła pandemia planowałem wakacje w tym miejscu! Niestety zupełnie nie pamiętam dlaczego zaznaczyłem akurat to miejsce. Być może jest to związane z tym, że jest to jedno z wielu miejsc w Kyoto znajdujących się na liście Światowego Dziedzictwa UNESCO. Może również chodzić o to że przez niektórych jest uważana za piękniejszą od innej, bardziej popularnej świątyni Kinkaku-ji (złotej świątyni). W każdym bądź razie... po dotarciu na miejsce, byłem naprawdę zadowolony z tego że się nie rozmyśliłem. Świątynia jest piękna, jednak to nie budynek najbardziej mnie zachwycił, a należący do niej ogród Zen.
Ciężko jest opisać ten widok. Jest to miejsce które jednocześni wygląda naturalnie, ale i jakby wszystko było bardzo uporządkowane. Każde drzewko i kamyk ma swoje ściśle określone miejsce. Oprócz roślinności, ogród ten posiada również formację z kamyków która w swoim zamyśle ma przypominać górę Fuji. Co mnie w tym miejscu bardzo zaintrygowało, to dwójka mężczyzn pracujących w ogrodzie. O ile jeden z nich wydawał się zbierać drobne gałązki, liście i inne drobne rzeczy które upadły na mech, to drugi z nich... nie jestem pewien czy widziałem poprawnie. Jednak miałem wrażenie że przycinał mech do określonej wysokości. Jak by nie było, to miejsce jest po prostu piękne i jak najbardziej zasługuje na odwiedziny. Jednak Higashima Jisho-ji nie jest jedyną świątynią w okolicy! Zaraz obok niej znajduje się mniejszy obiekt - Hachi Jinja. Zaintrygował mnie tym że... nie było tam w ogóle ludzi. Wyglądało to trochę zaskakująco, przy tłumach jakie kręcą się przy Ginkaku-ji. Najwyraźniej nie każdy zadaje sobie trud żeby spojrzeć parę metrów na bok. Z drugiej strony, to też zrozumiałe bo Hachi Jinja nie jest obiektem aż tak widowiskowym. Co mnie urzekło to prosta nazwa tej kapliczki. Hachi Jinja znaczy w prostym tłumaczeniu - Kapliczka ośmiu/Kapliczka Osiem. Nazwa, jak można się domyślić, bierze się z ośmiu shintoistycznych bóstw w tym miejscu czczonych.

Ogród Zen

Kyoto to oczywiście nie tylko zamki, świątynie i kapliczki. Miasto z tak bogatą historią może się pochwalić również innymi ciekawymi miejscami, związanymi znacznie bliżej ze zwykłymi ludźmi. Chociaż może słowo „zwykli” jest tutaj źle użyte. Może lepiej by pasowało określenie bardziej „przyziemne” miejsca? Miejsce które teraz chcę opisać jest znane z tego że było - i wciąż jest - dzielnicą gejsz. Mówię o dzielnicy Gion. Miejsce to chyba najpiękniej prezentuje się nocą, kiedy stare drewniane budynki są oświetlone ulicznymi latarniami. Na chwilę można się zapomnieć i poczuć jakby się żyło przed wiekami... Niestety, jak wszystkie takie miejsca, Gion jest bardzo popularny wśród zwiedzających. Moje jedyne szczęście było takie, że przez ciągłe zamknięcie kraju, Gion odwiedzali jedynie Japońscy turyści. A co w tym takiego dobrego? To że ich uwaga skupiła się głównie na (jak możecie zgadnąć) okolicznych kwiatach wiśni, natomiast boczne uliczki były nieco bardziej spokojne. Dzielnica ta jest tym bardziej popularna, że jak już wcześniej spotkałem, można zobaczyć w niej nie tylko stare budownictwo ale również, okazyjnie Gejsze oraz Maiko. Jaka jest różnica między Gejszą a Maiko? W skrócie - Maiko jest uczennicą która dopiero szkoli się aby zostać Gejszą.

Ta dzielnica Kyoto jest pełna barów i restauracji, w pobliżu są również liczne sklepy. Przechodząc przez najbardziej popularne rejony można utknąć w korku... na chodniku. To mówi o ilości ludzi przewijających się przez Gion.

Gion nocą

Jak pisałem wcześniej - w Kyoto spędziłem tylko jeden weekend, co jest absolutnie niewystarczającą ilością czasu żeby dobrze zwiedzić to miasto (w tym celu rekomendowałbym 3-4 pełne dni!). Jednak, mimo ograniczonego czasu, wybrałem się w jeszcze jedno - chyba najbardziej popularne miejsce. Udałem się do imponującego buddyjskiego kompleksu świątynnego Kiyomizu-dera.

Aby się do niego dostać należy podjechać autobusem (lub podejść jeśli wasz hotel jest w tej okolicy), do dzielnicy Higashiyama a następnie wspiąć się na szczyt wzgórza na której świątynia się znajduje. Podejście to, nie jest dużym wyzwaniem, gdyż wciąż to jest część miasta, i wchodzi się po chodniku. W pierwszym momencie, gdy się zbliżymy do szczytu, można zauważyć liczne sklepiki, restauracyjki i lodziarnie. A w każdym z tych miejsc są tłumy! Większość tych miejsc oferuje różnego rodzaju słodycze z zieloną herbatą, która jest bardzo charakterystyczna dla Kyoto. Kiedy już uda nam się przebić przez to wszystko, oczom ukazują się czerwone pagody. Świątynia jest rozległa i w jej skład wchodzi wiele budynków. Podczas gdy głównym bóstwem które jest tutaj wyznawane jest Kannon Bodhisattva (o której już wspominałem przy okazji świątyni Senso-ji), istnieją też poboczne ołtarze przeznaczone dla innych bóstw. Prawie wszystko jest wykonane z drewna, tak więc łatwo jest się domyślić, że z wielo-wiekową tradycją tego miejsca (kompleks ma ponad tysiąca lat!) wiążą się liczne odbudowy... Nazwa świątyni - Kiyomizu - może się kojarzyć osobom które znają już podstawy języka japońskiego z wodą. I faktycznie tłumaczenie pełnej nazwy świątyni to „świątynia czystej wody góry Otowa”. Tą wodą jest nic innego jak znajdujący się w tym miejscu wodospad. Jak łatwo można się domyślić, uważa się że napicie się wody z jednego z trzech strumieni wodospadu przynosi różnego rodzaju błogosławieństwa. Jednak ze względu na dużą ilość ludzi, oraz wciąż panujący covid, postanowiłem ominąć tą atrakcję, licząc na to że tak czy inaczej będzie mi towarzyszyło szczęście.

Czas poświęcony na zwiedzanie dobiegł końca, a ja musiałem wracać na dworzec. Jak już zdążyłem napisać wcześniej, Kyoto jest pięknym miastem, ale żeby porządnie je zwiedzić potrzeba znacznie więcej czasu. Mam wrażenie że poniekąd mój pomysł aby zwiedzić jak najwięcej w ciągu półtorej dnia, nie był w stu procentach trafiony. Owszem, zobaczyłem bardzo dużo, jednak nie miałem czasu na przerwę i dłuższe przystanki w poszczególnych miejscach. Co więcej, z perspektywy czasu część mojego zwiedzania zdaje się zlewać ze sobą. Jeśli kiedyś będziecie mieli okazję przyjechać do tego miasta - nie zalecam pośpiechu. Zarezerwujcie sobie dużo czasu. Cztery pełne dni (czyli nie liczymy dnia dojazdu i wyjazdu) powinny wystarczyć.

Na dzisiaj, to już koniec wpisu. Już niedługo, pojawią się kolejne.