white and brown printer paper

To już rok!

Kto by pomyślał że czas tak szybko mija.

7/24/2022

   Tydzień temu minął rok od umieszczenia na blogu pierwszego wpisu! Łał, ale ten czas szybko leci. Od jakiegoś czasu już chodziła mi po głowie myśl, żeby napisać bardzo ogólny tekst w którym mógłbym podsumować moje przemyślenia i spostrzeżenia związane z mieszkaniem tutaj tak długo, i wydaje mi się że teraz jest dobra okazja. Tak naprawdę to ten wpis miał się ukazać tydzień temu, jednak... po przeczytaniu pierwotnej wersji, postanowiłem napisać całość jeszcze raz, od zera.

   Rok to jednocześnie długo i bardzo krótko. Długo głównie dlatego, że ze względu na różne komplikacje związane z pandemią, przez ten czas ani razu nie udało mi się odwiedzić polski. Krótko, bo nie ukrywajmy, że pracując od poniedziałku do piątku, moje możliwości poznawania nowych miejsc czy uczestniczenia w różnego rodzaju wydarzeniach są mocno ograniczone. Dodatkowo przez covid, wiele tradycyjnie odbywających się świąt, występów, parad i pokazów było odwoływane, co sprawia że wciąż czekam na możliwość zobaczenia części z nich. W każdym razie, mieszkając tutaj, na pewno nieco zmieniło się moje spojrzenie na Japonię, tutejszą kulturę i zwyczaje.

   Mówi się że szok kulturowy dzieli się na parę faz. W zależności od definicji mogą być cztery lub aż sześć. Ja przyjąłem tą pierwszą definicję: zachwyt, niepewność, dostosowanie i akceptacja. I być może właśnie w taki sposób bym je przeżył gdyby nie covid i związane z nim trudności. Mam wrażenie że wymuszona kwarantanna, oraz późniejsze zakazy czy obostrzenia bardzo mocno wpłynęły na to jak postrzegałem siebie w nowym miejscu. Pierwsza faza objawiła się bezbłędnie - każdy nowy dzień pozwalał mi na zobaczenie czy nauczenie się czegoś całkiem nowego. Wszystko było ciekawe i interesujące. Jednak zamiast się w tym zatracić, od razu trzeba było przejść do codziennego życia. Można powiedzieć że od razu przeskoczyłem do etapu trzeciego. Musiałem się dostosować. Kiedy restrykcje się nieco poluzowały i można sobie było pozwolić na więcej, znowu wskoczyłem na pierwszy etap, który momentami mieszał się z drugim. Jeśli podróżowałem - zdecydowanie ponownie wpadałem w zachwyt. Gdy nie mogłem tego robić - próbowałem się odnaleźć w tej kulturze. Po roku, mam wrażenie że się w końcu dostosowałem to życia tutaj i nie widzę już aż takich skrajnych wahań w moim poglądzie na ten kraj. Japonia to miejsce jak każde inne - ze swoimi zwyczajami, problemami i prawami. Jednak prawdziwej akceptacji tej kultury jeszcze nie osiągnąłem. Mam wrażenie że do tego będę potrzebował przynajmniej kolejnego roku albo i więcej. Rzeczą która w znacznym stopniu ułatwia dostosowanie się do nowego miejsca jest stworzenie pewnej rutyny. Może się wydawać że rutyna oznacza nudę, jednak tak naprawdę - daje to moment na złapanie oddechu i możliwość zaplanowania kolejnych dni. Drugim bardzo pomagającym się dostosować czynnikiem są ludzie. Co w Japonii jest dla mnie wciąż barierą - i dlaczego uważam że jeszcze nie zaakceptowałem do końca tej kultury - jest znaczna trudność w zaprzyjaźnieniu się z Japończykami. Z większością osób które tu spotykam mam kontakty jedynie powierzchowne lub po prostu biznesowe. Tak naprawdę nie jestem pewien czy chodzi o barierę języka czy obyczajów, jednak dużo lepsze kontakty mam z innymi gaijinami. Czy to dobrze? Jest to lepsze niż całkowita izolacja, i tak naprawdę bardzo się cieszę że mam kontakt zarówno z innymi Polakami jak i osobami z innych krajów. A jakie są trzy rzeczy związane z życiem codziennym, które najbardziej mi się podobają i które najbardziej mi wciąż przeszkadzają? Jeśli chodzi o rzeczy pozytywne, to miałem znaczny problem wyszczególnić tylko trzy. Mógłbym wymienić tu pyszne jedzenie w restauracjach czy piękne widoki, ale to tak naprawdę nie dotyczy zwykłego codziennego życia. Ostatecznie zdecydowałem się na takie punkty:

  • Japończycy są ludźmi myślących o całym swoim otoczeniu a nie tylko sobie: nie jestem pewien czy nazywam to we właściwy sposób, jednak chodzi mi tu o pewien zbiór zachowań które sprawiają że ten kraj ma tak dobrą opinię. Japończycy dbają o porządek i starają się nie zostawiać po sobie śmieci na ulicach, w parkach itd. Jeśli zdarzy ci się zgubić coś w Japonii, szansa na to że odzyskasz twoją własność jest dużo większa niż w Polsce, o czym sam miałem okazję się przekonać. Oczywiście kradzieże czy śmiecenie też tu się zdarzają, Japonia nie jest krajem idealnym. Jednak widać pewną różnicę.

  • Transport miejski: punktualność tutejszych pociągów jest wręcz legendarna. Im więcej podróżuję tym bardziej to doceniam. Szczególnie jeśli chodzi o podróż z wieloma przesiadkami - w zasadzie nie trzeba się martwić o to że kolejny pociąg ucieknie. Co więcej, czasami trasy podpowiadane mi przez google, chyba zakładały że przesiadka z jednej linii do drugiej zajmie więcej czasu niż zabrało to faktycznie. Przez to zdarzało mi się pokonywać niektóre trasy nieco szybciej niż zakładałem.

  • Sposób w jaki działają sklepy: może się to wydawać nieco dziwny punkt, ale jest jak najbardziej uzasadniony. Naprawdę lubię to że wiele sklepów jest otwartych do bardzo późna a niektóre są otwarte zawsze - codziennie 24 godziny na dobę. Jest to na pewno niedogodne dla pracowników, jednak dla mnie jako konsumenta - jest wspaniałe. Wychodząc późno z pracy lub wracając w niedzielę wieczorem z weekendowego wypadu, mogę po prostu zahaczyć o najbliższy sklep, bo wiem że będzie otwarty. Co więcej, większość sklepów oferuje smaczne, gotowe posiłki, więc w sytuacjach podbramkowych (lub gdy czuję się wyjątkowo leniwy) mogę po prostu kupić coś gotowego. Jednak to nie wszystko. Wiele sklepów osiedlowych (mówię tu o sieciach 7-eleven, Lawson, Familymart) posiada własne bankomaty, maszyny do drukowania/kopiowania, mikrofalówki w których od razu można podgrzać zakupione jedzenie. Miłe jest również to że pracownik kasując towar od razu zwraca uwagę na datę przydatności do spożycia zakupionego jedzenia. Jeśli przez przypadek trafilibyśmy na produkt który jest już po tej dacie, od razu zostaniemy o tym poinformowani a pracownik wymieni rzecz na świeżą.

    No dobra a jakie rzeczy utrudniają życie w Japonii? Pewnie was to nie zdziwi, ale te rzeczy było mi wymienić znacznie łatwiej.

  • Japońskie Banki: To jest coś czego w ogóle nie rozumiem. Większość osób posiadających pełen etat pracuje w Japonii (oficjalnie, nie licząc nadgodzin) od 8 do 17. Jednak banki są otwarte... od 9 do 15 od poniedziałku do piątku. Gdzie w tym sens? Jeśli potrzeba coś załatwić, należy brać urlop albo przynajmniej przerwę w pracy. Co gorsze, znaczna część banków ma bardzo ograniczone usługi internetowe i wiele rzeczy które w Polsce robię przez internet, tutaj należy wykonać w oddziale banku. Można powiedzieć że o ile sklepy spożywcze w Japonii są dziesięć lat do przodu przed resztą świata, banki są co najmniej dekadę lub dwie w plecy.

  • Kultura pracy: to jest coś z czym muszę żyć na co dzień. Japończycy pracują bardzo długo. Wiele firm próbuje walczyć z nadgodzinami. Ba, nawet rząd dokłada się do walki z nadmierną pracą! Jednak... skutki są znikome. Wiele osób spędza w pracy od 12 do nawet 14 godzin! Z tego co wiem, wynika to z boomu gospodarczego który miał miejsce w Japonii pod koniec zeszłego wieku. Wtedy, każda godzina dawała wymiernie duży zysk. Jednak teraz... jest inaczej. A zwyczaje pozostały. Tak jakby, bo jeśli miałbym powiedzieć czy taka praca jest efektywna to... zdecydowanie nie jest. Dużo czasu jest tracone na różnego rodzaju spotkania, które często nie mają zbyt dużo sensu. Międzynarodowe firmy mają nieco inne podejście niż typowo Japońskie korporacje, jednak należy mieć na uwadze to że nawet pracując w takim miejscu, wychodząc „na czas” z pracy można się spotkać z pewną nieprzychylnością ze strony kolegów. Jednak, jak by nie było, gaijin, ma niewielki wpływ na tryb pracy - trzeba się przyzwyczaić i tyle.

  • Brak zaufania: Mam wrażenie że mieszkając w Japonii, człowiek na początku traci odrobinę swojej samodzielności i sprawy które wydają się łatwe - niekoniecznie takie są. Chcesz wynająć mieszkanie? Nie każdy właściciel będzie chciał je wynająć gaijinowi. Potrzebujesz załatwić coś w urzędzie? W niektórych miejscach nie ma dokumentów dostępnych po angielsku! W wielu miejscach na obcokrajowca patrzy się z ostrożnością, bo nigdy nie wiadomo jaką gafę tym razem ten dziwny obcokrajowiec strzeli. Jest to po części zabawne a po części irytujące i wynika z dwóch faktów: Japonia jest krajem w którym imigranci stanowią mniej niż jeden procent społeczeństwa. Dlatego też nie będą przecież dostosowywać się do mniejszości. Jest to logiczne, ale czasami po prostu rodzi irytujące sytuacje. W wielu miejscach obowiązują też niepisane zasady o których nie masz szansy się dowiedzieć dopóki nie zrobisz czegoś źle.

   Oczywiście wymienione przeze mnie punkty są tylko subiektywnym odczuciem na tą właśnie chwilę. Nie wykluczone że z czasem negatywne odczucia zamienią się w neutralne. Na pewno dużym ułatwieniem jest nauka języka, ale też doświadczanie nieprzyjemności samo w sobie jest czymś z czego wyciągam lekcje na przyszłość.

   Przechodząc dalej, kultura nie jest tutaj jedyną rzeczą wymagającą dostosowania. Także klimat jest przecież odmienny. Z tym tak naprawdę niewiele można zrobić w sposób świadomy, a trzeba po prostu przeżyć i zaczekać aż ciało samo się dopasuje. Mam wrażenie że faktycznie, przez ostatni rok, mój organizm przestawił się na pracę w nieco inny sposób. Japonia ma teoretycznie cztery pory roku, jednak Japończycy wymieniają pięć: wiosna, pora deszczowa, lato, jesień i zima. Praktycznie przez cały rok, panuje tutaj bardzo wysoka wilgoć, która znacznie wzrasta wraz z porą deszczową, i utrzymując się przez całe lato. I to właśnie do wilgoci połączonej z wysoką temperaturą musiałem się dostosować w największym stopniu. Pierwsze lato które przeżyłem w Japonii było dla mnie absolutnym horrorem, a każde wyjście na dwór wydawało się wejściem do sauny. W tym roku również jest bardzo gorąco, jednak mam wrażenie że teraz wysokie temperatury znoszę dużo lepiej. Jednak żeby było wesoło, zima również nie była łatwa. W prawdzie było cieplej niż w Polsce, jednak domy które nie mają izolacji wychładzają się dużo szybciej. Za to jesień i wiosna są w Japonii naprawdę piękne. Z niecierpliwością czekam na koniec lata, aby móc się znowu nacieszyć jesienią! Co mnie w równym stopniu jak i pogoda zdziwiło to niewielka różnica między wschodem i zachodem słońca pomiędzy latem a zimą. Różnica jest znacznie mniejsza niż w Polsce co ma swoje plusy - zimą jest trochę dłużej jasno, przez co wychodząc z pracy często miałem szansę na złapanie ostatnich promieni słonecznych. Natomiast latem o 19 robi się już ciemno, co oznacza nieco wcześniejszą ulgę i odpoczynek od upału. Przy okazji warto również wspomnieć że w Japonii nie przestawiamy zegarków z czasu letniego na zimowy! Rozumiem teraz dlaczego tyle głosów w Europie jest za tym żeby właśnie odejść od przestawiania czasu - rodzi to chyba więcej problemów niż jest z tego korzyści!

   Przez ten rok udało mi się sporo zwiedzić - byłem zarówno na północy Japonii jak i na południu. Zacząłem prowadzić listę miejsc w których już byłem oraz tych do których chcę pojechać i wiecie co? Ta druga rośnie zdecydowanie szybciej! Zawsze kiedy planuję weekend i szukam inspiracji na nowy kierunek, znajduję więcej niż jedno miejsce... niestety wiele z nich jest na tyle daleko, że nie mam możliwości pojechać podczas zwykłego dwudniowego weekendu. Mimo to, obecnie próbuję sprawić żeby jednak lista miejsc odwiedzonych była dłuższa niż miejsc do odwiedzenia. W końcu, kto wie ile jeszcze będę w tym kraju mieszkał? Jak dotąd miejscami które podobały mi się w największym stopniu są Hokkaido, Miyajima oraz... Universal Studios. Dlaczego tak? Hokkaido jest ciekawe z paru powodów. Po pierwsze jest tam najsmaczniejsze jedzenie w całej Japonii. Po drugie, pogoda w dużo większym stopniu przypomina Europę, z nieco mniejszą wilgotnością i mniejszymi temperaturami. Do tego dodajmy jeszcze najlepszy śnieg na świecie oraz piękne widoki. Nie ukrywam że z dużą chęcią zamieszkałbym właśnie w tej części Japonii. Miyajimę opisałem niedawno więc tylko przypomnę - jest to wysepka, na której można wspiąć się na szczyt górski z naprawdę zachwycającym widokiem na może wewnętrzne. No a Universal Studios? Cóż to jest chyba jasne. Każdy lubi czasami poczuć się jak dziecko, a w tym parku rozrywki zdecydowanie tak się czułem.

   Myśląc o tym co mógłbym jeszcze skomentować, pomyślałem że w zasadzie pisanie bloga samo w sobie wymagało poznania paru rzeczy. Kiedy zaczynałem, nie miałem najmniejszego pojęcia o tym jak należy to robić. Ba, wciąż mam wrażenie że robię to źle, choćby poprzez brak promocji tej strony na portalach społecznościowych. Jednak tak naprawdę - kiedy widzę kogoś promującego swoją stronę przez takie portale, zawsze to ignoruję. Być może w przyszłości faktycznie będę musiał pomyśleć o dodaniu linków do innych mediów oprócz Instagrama. Póki co i tak jestem zadowolony z efektu jaki osiągnąłem. Jestem w stanie pisać w miarę regularnie. Jak może się zorientowaliście, przeszedłem z próby pisania co tydzień do pisania co dwa tygodnie. Myślę że jest to dużo lepsze wyjście, bo w końcu w ten sposób mam więcej czasu na przemyślenia oraz na sensowne ułożenie wpisu. Nie znaczy to że jest idealnie, ale myślę że zmierzam we właściwą stronę. Również jeśli chodzi o zdjęcia musiałem trochę zmienić podejście. Chodzi głównie o kompresję. Dla paru pierwszych postów, zdjęcia które dodałem były nie kompresowane przez co czas ładowania strony był zdecydowanie za długi. Później uświadomiłem sobie że muszę kompresować obraz, jednak robiłem to ręcznie i nie zawsze z właściwym skutkiem - na paru zdjęciach widać było problemy z kolorami. Ostatecznie przeszedłem do procedury która najbardziej mi odpowiada. Napisałem skrypt w pythonie, który automatycznie skaluje i kompresuje zdjęcia a także dodaje znak wodny. To co musiałbym robić ręcznie przez pół godziny, teraz wykonuje się w parę sekund.

A na koniec jeszcze dwie rzeczy. Po pierwsze, dziękuje wszystkim którzy od roku śledzą moje wpisy! A po drugie... oto kolekcja moich ulubionych zdjęć z minionego roku.